Название | Elena wie/Twoja |
---|---|
Автор произведения | Claudia Piñeiro |
Жанр | Современная зарубежная литература |
Серия | |
Издательство | Современная зарубежная литература |
Год выпуска | 0 |
isbn | 978-83-8110-889-8 |
Wtedy po raz ostatni jechała pociągiem do Buenos Aires, myśli. Nie musiała patrzeć na wszystko spode łba, bo szyja nie wiedziała jeszcze, do czego zdolny jest mięsień mostkowo-obojczykowy, nawet jego nazwy nie znała. Jeśli król został już obalony, wiedzieli o tym tylko pałacowi dworzanie. Ona wciąż czaiła się w cieniu. Jak kochanek. A goniec przed każdą bitwą docierał z lewodopą na czas. Ale znacznie ważniejsze było to, że Elena nie podróżowała wtedy sama. Była z nią Rita, siedziała obok, choć jej rola ograniczała się do pomagania jej z tym lewym rękawem i do ciągłych kłótni. Chłostała ją mocno i krótko, a potem oddalała się na dwa metry. Tego wieczoru też się posprzeczały. Elena potrzebowała sporo czasu, żeby wsiąść do wagonu, co zdenerwowało Ritę. Obawiała się, że w końcu zostaną na peronie, więc zaczęła wpychać matkę do środka. Obie rozwarte dłonie oparła jej na pośladkach i zaczęła ją wpychać, Elena pamięta to, prawie ją wrzuciła do środka. Postaraj się, mamo, powiedziała. Na co Elena odpowiedziała: możesz przestać mnie zadręczać? Bo przecież się starała i stara, w przeciwnym razie nie siedziałaby tu w tym pociągu sama, gapiąc się kątem oka na goniące się drzewa. Czasami, teraz Elena wie, starać się to za mało. Rita, zdaje się, też się o tym przekonała, o ile w miejscu, do którego trafiła i w którym wszyscy skończymy, rzeczywiście zachowuje się wiedzę. Choć tamtego dnia tak bardzo się na nią wkurzyła, skoro ja cię zadręczam, to spróbuj sobie wyobrazić, jak zadręczona przez ciebie jestem ja, powiedziała. I Elena, pragnąca dalej żyć mimo mięśnia mostkowo-obojczykowego, śliny i rękawa, którego nie da się włożyć, nie może uwierzyć, że jej córka mogłaby naprawdę chcieć odejść z tego świata. Nie wierzy. No ale ona nie żyje. Nie mogła sama pójść tamtego dnia na dzwonnicę, nie mogła przywiązać liny do osi dzwonu, a potem założyć sobie pętli na szyję, nie mogła zrobić węzła, nie mogła krzesła, na którym stała, odtrącić, żeby jej ciało zawisło, a stryczek zacisnął się pod jej ciężarem. To niemożliwe. Ona by nie mogła. Przecież tamtego popołudnia padało. Elena wie, że to nie był wypadek, powiedziała to inspektorowi Avellanedzie. Nigdy nie ufała policji. Nie tylko teraz – nigdy. Jest jednak sama i teraz nie chodzi o to, żeby jej uwierzyli, tylko żeby przynajmniej ktoś jej wysłuchał. Nie chciał jej słuchać ani prokurator, ani komisarz. Avellaneda owszem, lecz pewnego dnia dostał polecenie, że ma zamknąć sprawę, i przestał ją przyjmować w godzinach urzędowania. Parę razy spotkali się w barze na rogu przy komisariacie, kiedy kończył służbę, to nieoficjalna rozmowa, pani Eleno, uprzedzał. Parę ostatnich razy umawiał się z nią pod drzewem ombu na rynku. Ale od dłuższego czasu nawet te spotkania ustały, już nie powtarza jej tego co zawsze, tego, w co Elena nie wierzy, że jej córka popełniła samobójstwo. Ojciec Juan za to wciąż przyjmował ją w zakrystii, ją to jednak już znudziło, do niczego te rozmowy nie prowadzą, bo wysłuchuje jej, jakby się spowiadała, a jej nie spowiedź jest potrzebna, tylko odpowiedzi na pytania. Dyrektor szkoły parafialnej też ją przyjmuje, ale tylko patrzy i słucha, i przytakuje, jakby się zgadzał, niczego natomiast nie wnosi, do powiedzenia ma tylko rzeczy w rodzaju: dziś rano posadziliśmy drzewo dla upamiętnienia Rity, Eleno, a co ją obchodzi jakieś nowe drzewo. Nie obchodzą jej też koleżanki z pracy Rity ani sąsiadki, niektóre nawet się popłakują podczas rozmowy z Eleną i powtarzają, ja rozumiem, nie wie pani, jak dobrze rozumiem, ja też bym nie mogła, ale przecież ona nie prosi o zrozumienie, chce tylko, żeby jej wysłuchano i żeby wszyscy wytężyli pamięć, i powiedzieli, co wiedzą, lecz nikt nic nie wie, nikt nikogo nie podejrzewa, nikt nie wyobraża sobie możliwego motywu ani nie zna ewentualnych wrogów jej córki. I ponieważ nic nie wiedzą, powtarzają to, co mówi policja, samobójstwo, jej głuche ciało otoczone jest przez innych głuchych, myśli Elena, jeszcze głuchszych niż te moje stopy. Głuchych, którzy powtarzają, że ją rozumieją, ale nie słuchają, Elena to wie. Roberto Almada z początku jej słuchał i dalej by to robił, gdyby mu pozwoliła, nie przychodź więcej, Roberto, powiedziała mu jednego popołudnia, kiedy zajrzał do niej, wracając z banku, i rozpłakał się w kuchni, nie mam nic do ciebie, ale nie przychodź już. Słuchał jej, lecz on też nic nie zrobił i nie zrobi. On pierwszy przyjął wersję z samobójstwem, jej się nie przyznał, ale przeczytała to w aktach sprawy, zeznał, że w ostatnim czasie Rita nie czuła się dobrze, że nie była taka jak kiedyś, nic jej nie cieszyło, mało się śmiała, a kiedyż to śmiała się dużo? żachnęła się Elena, gdy przeczytała to zdanie zapisane przez urzędnika sądowego, dwa razy je przeczytała, aby się upewnić, czy rozumie, czy może ona coś źle pojmowała, rzadko się śmiała. Rzadko. Co on może wiedzieć? myśli Elena. Głusi. Ślepi. Choć mogą chodzić i poruszać się, robić to wszystko, co jej odebrano. Dlatego próbuje dotrzeć do Buenos Aires. Tym pociągiem, który znów zatrzymuje się na jakiejś stacji, nazwy nie może odczytać, bo plączą się jej litery, koślawe za sprawą celowo kosego spojrzenia. Liczy na palcach i wychodzi jej, że to powinna być Avellaneda. Tak jak ten inspektor,