Wiry. Генрик Сенкевич

Читать онлайн.
Название Wiry
Автор произведения Генрик Сенкевич
Жанр Поэзия
Серия
Издательство Поэзия
Год выпуска 0
isbn 978-83-270-1556-3



Скачать книгу

      Henryk Sienkiewicz

      Wiry

       Wydane w formacie ePUB przez Imprint Sp. z o.o. - 2010 rok.

      Spis treści:

        TOM I

        ROZDZIAŁ I

        ROZDZIAŁ II

        ROZDZIAŁ III

        ROZDZIAŁ IV

        ROZDZIAŁ V

        ROZDZIAŁ VI

        ROZDZIAŁ VII

        ROZDZIAŁ VIII

        ROZDZIAŁ IX

        ROZDZIAŁ X

        ROZDZIAŁ XI

        ROZDZIAŁ XII

        ROZDZIAŁ XIII

        ROZDZIAŁ XIV

        ROZDZIAŁ XV

        ROZDZIAŁ XVI

        ROZDZIAŁ XVII

        ROZDZIAŁ XVIII

        TOM II

        ROZDZIAŁ I

        ROZDZIAŁ II

        ROZDZIAŁ III

        ROZDZIAŁ IV

        ROZDZIAŁ V

        ROZDZIAŁ VI

        ROZDZIAŁ VII

        ROZDZIAŁ VIII

        ROZDZIAŁ IX

        ROZDZIAŁ X

        ROZDZIAŁ XI

        ROZDZIAŁ XII

        ROZDZIAŁ XIII

        ROZDZIAŁ XIV

        ROZDZIAŁ XV

        ROZDZIAŁ XVI

        ROZDZIAŁ XVII

        ROZDZIAŁ XVIII

        ROZDZIAŁ XIX

        ROZDZIAŁ XX

        ROZDZIAŁ XXI

        ROZDZIAŁ XXII

        ROZDZIAŁ XXIII

        ROZDZIAŁ XXIV

        ROZDZIAŁ XXV

        ROZDZIAŁ XXVI

      TOM I

      TOM I

      ROZDZIAŁ I

      Rozdział I

      Groński zajechał przed ganek jastrzębskiego dworu koło północy. W domu spali już wszyscy, prócz starego służącego i młodego "dziedzica", Władysława Krzyckiego, który czekał na gościa z kolacją i powitał go bardzo serdecznie, gdyż pomimo różnicy wieku łączyła ich dawna zażyłość. Trwała ona od tych czasów, w których Groński, jako student uniwersytetu, otaczał pewną opiekuńczą przyjaźnią małego jeszcze gimnazistę Krzyckiego. Później widywali się często i bliższe przyjazne stosunki Grońskiego z rodziną Krzyckich nie uległy wcale przerwie.

      Toteż, gdy po pierwszych powitaniach znaleźli się w stołowym pokoju, młody dziedzic Jastrzębia począł znów ściskać Grońskiego, po chwili zaś, usadowiwszy go za stołem, strząsnął z oczu resztki snu, który go poprzednio morzył, rozczmuchał się zupełnie i jął mówić z niekłamaną radością:

      — Ogromnie jestem szczęśliwy, że nareszcie mamy pana w Jastrzębiu. A i matka, jak też też już pana wyglądała!Ja, ilekroć jestem w Warszawie, zawsze zaczynam od pana, ale od ostatniego pańskiego pobytu u nas upłynęły już lata całe.

      Groński zapytał o zdrowie pani Krzyckiej i młodszego rodzeństwa Władysława, po czym rzekł:

      — Bardzo dawno nie byłem na wsi, nie tylko u was, ale nigdzie.